PROJEKT DENKO #5

Ostatni projekt denko był prawie 4 miesiące temu, a ja przez ten czas zdążyłam zużyć kolejną siatkę kosmetyków. Korzystając z tego...

denko, projekt, denko, recenzje kosmetyków, alterra, tołpa, aa, ecocera blog, wylegarniapomyslow

Ostatni projekt denko był prawie 4 miesiące temu, a ja przez ten czas zdążyłam zużyć kolejną siatkę kosmetyków. Korzystając z tego, że już jestem po sesji i mam kilka dni wolnego, postanowiłam napisać kilka słów o produktach, które udało mi się wykończyć przez kilka ostatnich tygodni. Mam nadzieję, że każdy znajdzie coś tutaj dla siebie. Żeby nie przedłużać zaczynajmy :)

ALTERRA – ŻEL POD PRYSZNIC LIMONKA & AGAWA

To chyba pierwszy kosmetyk z tej firmy, który kupiłam. Wcześniej jakoś omijałam tą markę i w sumie sama nie wiem dlaczego, bo kosmetyki te zasługują na uwagę chociażby ze względu na skład. Ten żel kupiłam w promocji za niecałe 6zł. Miał bardzo ładny, świeży, cytrusowy zapach. Fajnie mył i nie wysuszał skóry. Niestety nie pienił się i o ile nie przeszkadza mi to w produktach do mycia twarzy, tak tu wolałabym, aby chociaż troszeczkę się pienił. Poza tą jedną wadą uważam, że to bardzo fajny kosmetyk i pewnie zakupię go ponownie. 


WYGŁADZAJĄCY PEELING POD PRYSZNIC – TOŁPA

Kupiłam go w biedronce na jakiejś super promocji i powiem Wam, że był całkiem spoko. Bardzo przyjemnie pachniał. Był całkiem wydajny, chociaż przyznam, że nie używałam go codziennie. Same ziarenka były bardzo drobne, więc dobrze ścierały, ale nie podrażniały skóry. Troszkę wysuszał, ale wydaje mi się, że to bardziej wina wody niż samego kosmetyku. Ogólnie bardzo fajny, jak go gdzieś kiedyś jeszcze znajdę to prawdopodobnie skuszę się na niego ponownie.



FARMONA - JANTAR – MGIEŁKA Z WYCIĄGIEM Z BURSZTYNU DO WŁOSÓW ZNISZCZONYCH

Mgiełkę zakupiłam w zestawie z szamponem i wcierką z tej samej serii, o który zresztą pisałam tutaj. To co na samym początku mnie w niej wkurzyło to opakowanie. A dokładniej dozownik, który był zepsuty i nie dało się wydostać z niego produktu. Na szczęście miałam inną buteleczkę, do której go sobie przelewałam. Pachnie trochę męskimi perfumami, ale to mi jakoś szczególnie nie przeszkadzało, bo zapach szybko się ulatniał. Nie zauważyłam jakiejś szczególnej zmiany po jego stosowaniu. Zauważyłam jednak, że kiedy popryskałam nim jeszcze wilgotne włosy, to schły one dużo szybciej, niż gdybym tego nie zrobiła. Ja prawdopodobnie nie kupię go ponownie, bo nie zauważyłam jakiejś znaczącej zmiany w kondycji moich włosów bo jego stosowaniu. 



JOHN FRIEDA – BRILLIANT BRUNETTE COLOUR PROTECTING MOISTURISING SHAMPOO

W ogóle nie mam pojęcia co mnie podkusiło, żeby kupić ten szampon. Ani włosów nie farbuję, ani nie jest to tani kosmetyk. A na dodatek narobił tylko problemów. Początkowo bardzo mi się podobał, fajnie się pienił, był bardzo wydajny, bo wystarczyła niewielka ilość aby dokładnie umyć włosy. Same włosy też wyglądały po nim na zdrowsze, nawilżone, fajnie się układały. I tak fajnie było tylko przez miesiąc. Później włosy zaczęły się strasznie przetłuszczać po całości, a skóra głowy była tak przesuszona, że sypało się z niej jak z choinki na Wielkanoc. Dostałam też okropnego łupieżu, z którym walczę od dobrych dwóch miesięcy. Nie daj boże gdzieś przy myciu włosów, szampon dostał się na czoło czy twarz to w tym miejscu ze skóry robiła się łuska, która była czerwona, cholernie piekła i swędziała. Nigdy więcej go nie kupię i Wam też nie polecam.

GREEN PHARMACY – DELIKATNY ŻEL DO MYCIA TWARZY DLA SKÓRY SKŁONNEJ DO PODRAŻNIEŃ

Nie wiem w sumie co mnie podkusiło, żeby kupić ten kosmetyk jeszcze raz. Poprzednio pisałam o nim tutaj i mówiłam Wam, że wysusza moją buźkę. Ten niestety robi to samo, choć teoretycznie nie powinien patrząc na to do jakiego typu cery jest stworzony. Plusem jest jego cena i wydajność. Dodatkowo świetnie zmywa wszelkie tłuste kosmetyki z twarzy. Ja na co dzień do demakijażu używam oleju kokosowego lub jakiegoś kosmetyku do demakijażu na bazie oleju i ten żel genialnie radzi sobie z ich zmyciem, przez co buźka nie lepi się i nie ma uczucia tego tłustego filmu na skórze, którego bardzo nie lubię.


 

AA OIL INFUSION – AVOCADO BABASSU OIL – ŻEL MICELARNY DO DEMKIJAŻU

Ten kosmetyk dostałam od siostry I na początku nie byłam pewna czy w ogóle będę go używać. Większość kosmetyków tej firmy zawsze albo mnie uczulała albo bardzo wysuszała moją skórę. Stwierdziłam jednak, że dam mu szansę i nie żałuję. Bardzo fajnie oczyszcza skórę z makijażu. Bardzo dobrze radzi sobie też z tuszem do rzęs, chociaż trzeba uważać, żeby nie dostał się do oczu, bo może szczypać. Nie wiem jak poradziłby sobie z makijażem wodoodpornym, bo takiego nie noszę. Żel jest dosyć wydajny. 200 ml butelka starczyła mi na ok. pół roku używania. Uważam, że kosmetyk jest wart wypróbowania i przetestowania, chociaż ja raczej nie kupię go ponownie, gdyż staram się przejść na kosmetyki z bardziej naturalnym składem.

Na dzisiaj to już koniec. Używałyście, któryś z tych kosmetyków? Jeśli tak, to jak się u Was sprawdziły? 


Zobacz także

0 komentarze

Regulamin komentowania:
1. Nie przeklinamy.
2. Nie obrażamy autora bloga i osób komentujących.
3. Komentarze zawierające linki do innych blogów zostaną usunięte.
4. Wszelki spam, żebranie o lajki, obs za obs również zostaną usunięte.

Dziękuję za komentarz :)

INSTAGRAM