Projekt denko #6

Pierwszy wpis w Nowym Roku będzie o kosmetykach. Stwierdziłam, że skoro dawno pisałam, to taki post będzie dobrą rozgrzewką do kolejnych....

denko, wylegarnia pomysłów, pielęgnacja, projekt denko
Pierwszy wpis w Nowym Roku będzie o kosmetykach. Stwierdziłam, że skoro dawno pisałam, to taki post będzie dobrą rozgrzewką do kolejnych. Dzisiejsza notka otwiera również pierwszą serię, którą będę prowadzić na blogu. Wcześniej pojawiały się tutaj zbiorcze recenzje kosmetyków, ale były one rozrzucone w czasie i pisane bardzo nieregularnie. Teraz w pierwszym tygodniu każdego miesiąca będą się pojawiać wpisy dotyczące projektu "denko", w którym będę opisywać 5 produktów, które udało mi się zużyć. Żeby już dłużej nie ciągnąć tego wstępu, zaczynajmy:


Delia – Henna ziołowa i Henna Creme do koloryzacji włosów

Od trzech lat staram się nie malować włosów, bo po prostu nie chcę ich niszczyć i też mam taki problem, że kolor schodzi mi z nich bardzo szybko i nie równo, więc musiałabym je farbować mniej więcej co 3 tygodnie, a to mi się za specjalnie nie podoba. Czasami najdzie mnie ochota na przyciemnienie włosów, więc żeby ich tak nie niszczyć stwierdziłam, że spróbuję henny ziołowej do koloryzacji włosów (białe opakowanie). I jestem nią zachwycona! Kolor świetnie się trzyma, a jeśli już schodzi to równomiernie, więc nie musiałam bać się, że będę miała plamy czy widocznie odrosty. Muszę zaznaczyć, że włosy przyciemniałam (z jasnego brązu na ciemny) a nie zmieniałam koloru (np. Z blondu na ciemny brąz), więc nie wiem jakby się zachowywała farba w takim przypadku. Henna jest też super wydajna, gdyż jedna tubka wystarczyła mi na trzy koloryzacje (miałam wtedy długie włosy). Natomiast druga – Henna Creme (czerwone opakowanie) to jakaś totalna porażka.Ciężko się ją nakładało, bo była super lejąca, to na dodatek w ogóle nie zafarbowała włosów mimo, że trzymałam ją dłużej niż jest to wskazane na opakowaniu. Ta pierwsza jest rewelacyjna, drugiej natomiast nie polecam.


Kremowy żel pod prysznic z miodem – Isana

Ten żel stał u mnie w szafce tak długo, aż stwierdziłam, że jak go teraz nie zużyję to będę musiała go wyrzucić. Nie zrobił na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia, ale też nie był zły. Bardzo ładnie pachniał, świetnie się pienił. Był całkiem wydajny. Jedyne co mnie w nim denerwowało to to, że czasami potrafił wysuszyć skórę.

 

Peeling owocowy do ciała – Hean

Ten peeling był całkiem spoko. Fajnie ścierał mimo, że drobinki były bardzo małe. Pachniał jagodami, ale niezbyt intensywnie. Był mega wydajny. Nie kupię go ponownie ze względu na skład, ale bardzo go lubiłam.

Olejek po prysznic – Isana

Ten kosmetyk zasługuje już chyba na miano kultowego. Bardzo często pojawiał się na blogach, vlogach i instagramie przez co ciężko dostać go teraz w drogeriach. Ja tego olejku nie używam do ciała, chociaż raz czy dwa umyłam nim twarz i był spoko. Używam go raczej do mycia pędzli i gąbeczek do makijażu i tutaj sprawdza się rewelacyjnie. Wystarczy niewielka ilość produktu, aby porządnie wyczyścić gabeczkę, fajnie się pieni i jest baaaardzo wydajny. Ma bardzo delikatny, przyjemny zapach, który szybko się ulatnia. W tym momencie kończę już trzecią butelkę tego olejku i mam jeszcze dwie w zapasie. Zdecydowanie zasługuje na miano odkrycia roku!
 
Używałyście kiedyś, któryś z tych kosmetyków? Jak sprawdziły się u Was?

Zobacz także

0 komentarze

Regulamin komentowania:
1. Nie przeklinamy.
2. Nie obrażamy autora bloga i osób komentujących.
3. Komentarze zawierające linki do innych blogów zostaną usunięte.
4. Wszelki spam, żebranie o lajki, obs za obs również zostaną usunięte.

Dziękuję za komentarz :)

INSTAGRAM