Ulubieńcy kosmetyczni 2017 roku

Styczeń to taki miesiąc, w którym robimy podsumowania, stawiamy sobie nowe cele i postanowienia. Staramy się wyciągnąć wnioski z ubi...

ulubieńcy kosmetyczni roku, 2017 rok, kosmetyki, recenzja



Styczeń to taki miesiąc, w którym robimy podsumowania, stawiamy sobie nowe cele i postanowienia. Staramy się wyciągnąć wnioski z ubiegłego roku, aby kolejny był jeszcze lepszy i bogatszy o nowe doświadczenia i przemyślenia. Ja swoje podsumowanie ubiegłego roku opisałam na blogu. Dzisiaj natomiast wpis będzie bardziej kosmetyczny. Opiszę w nim 10 kosmetyków, które podbiły moje serce w ubiegłym roku i z czystym sumieniem mogę Wam polecić.


Uwielbiam wpisy tego typu, gdyż uważam, że to jest najlepszy wyznacznik czy dany produkt jest warty uwagi. W końcu nie używamy go tylko przez miesiąc czy dwa, ale przez dłuższy okres czasu dokupując kolejne sztuki. 

Kosmetyki, które tutaj opisałam, używam przez minimum pół roku, a inne nawet 2-3 lata. Kolejność jest totalnie przypadkowa, dlatego też nie sugerujcie się tym. Starałam się wybrać produkty do pielęgnacji jak i kolorówkę. Jeśli jesteście ciekawi, jakie kosmetyki skradły moje serce w 2017 roku, zapraszam do czytania! ; )



TUSZ DO RZĘS – RIMMEL EXTRA LASH

Ta mascara była moją pierwszą, którą kupiłam, gdy zaczęłam się malować. Mimo, że czasami sprawdzam też inne tusze do rzęs to ostatecznie i tak wracam do tej z Rimmel’a. Nie podrażnia oczu co dla mnie jest bardzo ważne, bo mam bardzo wrażliwe oczy, które źle reagują na większość kosmetyków do powiek itp. Nie skleja rzęs i nie kruszy się. Mascara nie jest wodoodporna, ale nie rozmazuje się przy byle wilgoci czy pocieraniu. Jej intensywność można bardzo łatwo budować po prostu nakładając kilka warstw. Póki co jest to najlepszy tusz do rzęs jaki kiedykolwiek używałam.



 

PERFUMY CAROLINA HERRERA – GOOD GIRL

Nie dość, że flakonik wygląda przepięknie to dodatkowo tak samo pięknie pachnie. Pierwszy raz wąchałam je w Douglasie i totalnie się zakochałam! Pół roku później dostałam je w prezencie i noszę je non stop. Pachną niezwykle kobieco i zmysłowo. Są bardzo trwałe, na skórze utrzymują się spokojnie przez cały dzień, a jeszcze dłużej na ubraniach. Perfumy są bardzo wydajne – swoją buteleczkę mam już od dłuższego czasu i nie zużyłam jej nawet do połowy. Polecam!
 

BAZA POD MAKIJAŻ – KOBO

Miałam już kilka baz pod makijaż, ale zawsze wracam do tej z KOBO. Fajnie wygładza skórę i matuje ją. Lubi się z każdym podkładem jaki miałam do tej pory, daje radę nawet z minerałami. Nie zatyka porów i jest mega wydajna – jedna tubka wystarcza mi spokojnie na rok. Póki co ta baza jest dla mnie numerem 1 i coś czuję, że ciężko będzie mi znaleźć dla niej jakiś zamiennik.



MISSHA – SIGNATURE REAL COMPLETE – BB CREAM SPF 25

Ten krem BB poleciła mi przyjaciółka i powiem Wam, że jestem z niego bardzo zadowolona. Nie jest tani niestety i nie ukryje niedoskonałości, ale moim zdaniem od zakrywania różnych problemów skórnych jest korektor a nie krem BB. Bardzo ładnie wyrównuje kolor skóry i sprawia, że wygląda ona na zdrową. Nie waży się i nie ciemnieje na buzi. Bardzo ładnie wtapia się w skórę nie robiąc maski. Jest bardzo lekki w konsystencji i praktycznie niewyczuwalny na skórze. Bardzo dobrze radzi sobie latem, zimą przy dobrej pielęgnacji skóry nie uwidacznia suchych skórek. Bardzo ładnie pachnie, ale zapach nie utrzymuje się długo. 



PUDER RYŻOWY PAESE

Uwielbiam ten produkt. Kto raz spróbował pudru ryżowego, ten wie jak świetne i zarazem mocne działanie posiada. Ten również sprawdza się bardzo dobrze. Matuje buźkę przez cały dzień. Nie waży się, nie kłóci się z większością moich podkładów. Jest transparentny więc nie musimy obawiać się że narobimy sobie jakiś plam. Nie bieli twarzy. Jedyny minus to jego cena. Na szczęście jest wydajny, więc w dłuższej perspektywie ten wydatek nie jest, aż tak bolesny ; )



BRZOZOWA POMADKA DO UST Z BETULINĄ – SYLVECO

Mam sporo pomadek ochronnych. Trzymam je na biurku, w torebkach i kieszeniach kurtek. Mają różne smaki – od truskawkowej przez miodową, aż po smackersy o smaku coca coli. Jednak to po tą z Sylveco sięgam najczęściej(zresztą to widać po jej opakowaniu ;)). Kosztuje tyle co inne pomadki tego typu, pachnie ziołami i ma brzydki żółty kolor. Ale tylko ona potrafi szybko i porządnie nawilżyć i zregenerować moje usta. Sprawdzi się również u osób, które biorą Izotec i ich usta, i skóra wokół nosa i oczu jest przesuszona, i podrażniona - u mnie działała rewelacyjnie. 


NATURALNY KREM DO RĄK  - YOPE

Bardzo długo wzbraniałam się przed zakupem kremu tej marki, bo była dosłownie wszędzie – na youtubie, blogach, instagramie i byłam przekonana, że to kolejny dobry marketing kiepskiego produktu (ile razy się na takie rzeczy nacięłam to sobie nawet nie wyobrażacie). Ostatecznie kupiłam go kilka miesięcy później jak już cała ta otoczka wspaniałości opadła i szczerze bardzo go lubię. Mój krem jest o zapachu szałwii i dosłownie pachnie jak napar ziołowy, więc jeśli ktoś nie lubi takich zapachów to nie polecam tego kosmetyku, bo pachnie bardzo intensywnie. Poza tym ma lekką konsystencję i bardzo ładnie nawilża dłonie. Nie lepi się i szybko się wchłania. Tubka jest spora i aluminiowa, więc jeśli nieumiejętnie wyciska się produkt to może być później problem z wydostaniem kremu pod koniec. Tubka może też się pognieść w trakcie transportu – wiecie, my babeczki nosimy w torebkach wszystko, więc żeby uniknąć jakiś późniejszych problemów przekładam krem do małych pojemniczków i tak go przenoszę i używam. 


MADARA DETOX – ULTRA PURIFYING MUD MASK

Kolejny kosmetyk, który podbił moje serce. Zobaczyłam go w jednym z filmów Czarszki – ona bardzo tą maseczkę chwaliła, a że mi często sprawdzają się kosmetyki, które poleca Paulina to postanowiłam ją kupić. Maska jest naprawdę mocna, dlatego trzeba używać jej z głową. Świetnie oczyszcza skórę, po jej użyciu jest gładka i rozjaśniona. Bardzo fajnie oczyszcza i zwęża pory. Nałożona punktowo na wypryski sprawia, że goją się one o wiele szybciej. Dla dziewczyn z cerą suchą lub wrażliwą nie polecam, bo możecie zrobić sobie nią krzywdę, ale cery mieszane i tłuste będą z niej mega zadowolone.



LEKKI KREM NAWILŻAJĄCY – MAKE ME BIO

Z tym lekkim to może trochę przesada jeśli porównamy go np.: do kremów z Biolaven, Vianka czy Sylveco. Krem ma bardzo gęstą, zbitą konsystencję, jednak bardzo ładnie rozprowadza się na skórze. Fajnie nawilża, nie zapycha porów i szybko się wchłania o ile nie przesadzimy z ilością. Nie zauważyłam, żeby kłócił się z podkładami, ale nie używałabym go z minerałami, gdyż jest „za mokry” i minerały mogą się do niego przyklejać robiąc brzydkie plamy. 


ALEOSOWY ŻEL WIELOFUNKCYJNY HOLIKA HOLIKA

To już ostatni z tej listy kosmetyczny ulubieniec. Kilka miesięcy temu był na niego prawdziwy bum. Żel mimo, że ma bardzo lejącą konsystencję jest bardzo wydajny. Bardzo ładnie pachnie i ten zapach utrzymuje się przez dłuższy czas. Ja często używam go jako serum do twarzy. Bardzo fajnie nawilża buźkę, zwłaszcza po umyciu, kiedy jest ściągnięta. Raczej nie używałabym go jako zamiennik kremu, bo jest za słaby, ale jako dodatek jak najbardziej.  Bardzo dobrze łagodzi podrażnienia, zwłaszcza te po depilacji. W lecie daje fajny efekt chłodzenia. Dodawałam go do różnych maseczek, szczególnie w proszku – glinki, algi czy peeling enzymatyczny i świetnie radził sobie jako hydrolat.

Jakie produkty Waszym zdaniem zasługują na miano ulubieńców roku?



Zobacz także

0 komentarze

Regulamin komentowania:
1. Nie przeklinamy.
2. Nie obrażamy autora bloga i osób komentujących.
3. Komentarze zawierające linki do innych blogów zostaną usunięte.
4. Wszelki spam, żebranie o lajki, obs za obs również zostaną usunięte.

Dziękuję za komentarz :)

INSTAGRAM