PROJEKT DENKO #9

Cześć Kochani, jak tam święta? Mam nadzieję, że spędziliście ten czas tak dobrze jak to tylko możliwe. Dzisiaj mam dla Was kolejny proje...


Cześć Kochani, jak tam święta? Mam nadzieję, że spędziliście ten czas tak dobrze jak to tylko możliwe. Dzisiaj mam dla Was kolejny projekt denko. Tym razem nie są to jednak kosmetyki do końca z naturalnym składem, ale stwierdziłam, że nie chce ich wyrzucać, więc zużyłam je i teraz podzielę się z Wami opinią na ich temat. Jakie kosmetyki udało Wam się zużyć w kwietniu?





Jantar szampon z wyciągiem z bursztynów do włosów zniszczonych – Farmona

Po tym jak kupiłam wcierkę do włosów Jantar z tej firmy i po świetnych efektach, które po niej zobaczyłam, skusiłam się na zestaw do włosów zniszczonych z Farmony. W jego skład wchodziła wcierka z bursztynem, mgiełka w sprayu i szampon do włosów. O ile mgiełkę i wcierkę cały czas używam, to szampon już mi się skończył. Muszę Wam powiedzieć, że bardzo go polubiłam. Fajnie oczyszczał włosy, nie wysuszał ich i nie podrażniał skóry głowy. Szampon nie pieni się jakoś szczególnie co dla jednych może być wadą, a dla innych zaletą, ale mi akurat to nie przeszkadzało. To co też zauważyłam i sprawiło, że bardzo polubiłam ten produkt to to, że znacząco zahamował wypadanie włosów i pojawiło się mnóstwo nowych tzw. "baby hair". Szczerze nie wiem czy można go gdzieś znaleźć w sklepach poza zestawem, jeśli tak to bardzo polecam go wypróbować.



Timotei with jerycho rose – szampon i odżywka w jednym

Kupiłam go kilka miesięcy temu w promocji. Kosztował chyba 8zl za prawie litrową butelkę, więc pomyślałam, że to dobra okazja do wypróbowania szamponu tej firmy. Włosy po nim były miękkie i ładnie się układały, więc można pomyśleć, że szampon jest super. Niestety po tygodniu jego stosowania zauważyłam, że bardzo podrażnia moją skórę głowy, a włosy przetłuszczają się szybciej niż zwykle. Ostatecznie wykorzystałam go do prania swetrów i mycia pędzli do makijażu.



Oliwkowy peeling myjący do ciała – Verona

Ten peeling kupiłam jako zamiennik innego, którego wtedy używałam. Kosztował ok. 10 zł w Realu. Muszę Wam powiedzieć, że go uwielbiam! Genialnie wygładza skórę i nie przesusza jej. Nie jest ani za mocny, ani za słaby. Używałam go też do twarzy i nie podrażnił jej, więc to ogromny plus. To już moje drugie opakowanie i prawdopodobnie kupię go jeszcze nie raz, bo spełnia wszystkie moje oczekiwania i nie jest drogi.



Chusteczki micelarne do demakijażu – Garnier

Raczej nie jestem osobą, która na co dzień używa chusteczek do zmywania makijażu. Wolę raczej płyny micelarne, oleje lub po prostu żel do twarzy. Ten produkt dostałam od siostry jakiś czas temu i stwierdziłam, że skoro już je mam to wypadałoby je zużyć. I powiem Wam, że jestem nimi pozytywnie zaskoczona. Ładnie zmywają makijaż, chociaż miały problem z tuszem do rzęs, który nie jest wodoodporny. Nie wysuszają skóry i nie podrażniają jej co jest ogromnym plusem. Prawdopodobnie nie kupię ich ponownie, ponieważ wolę zmywać makijaż w inny sposób, ale myślę, że warto je wypróbować.




Delikatny żel do mycia twarzy – Green Pharmacy 

Żel kupiłam po tym jak skończył mi się mój ulubiony kosmetyk do mycia z Tołpy. Kosztował ok. 6-7zł i ten przystosowany jest do skóry tłustej i mieszanej. Produkt świetnie zmywa resztki makijażu, usuwa nadmiar sebum i świetnie matuje cerę. Dodatkowo jest niesamowicie wydajny. Jedna butelka (270ml) wystarczyła mi spokojnie na 5 miesięcy codziennego używania. Więc w mojej kosmetyczne jest rekordzistą w wydajności jeśli chodzi o kosmetyki tego typu. Jedynym minusem może być to, że delikatnie wysusza skórę, ale nie ściąga jej, więc nie odczuwałam jakiegoś dyskomfortu.


Na dzisiaj to już wszystko. Używałyście któryś z tych kosmetyków? Jak się u Was sprawdzały?

Zobacz także

2 komentarze

  1. Zacisze Lenki04.04.2018, 02:00

    Chętnie wypróbowałabym ten szampon, ale przyznam, że go nie widziałam, muszę się bardziej rozejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szampon z Farmony używałam, ale pamiętam, że u mnie sprawdził się średnio albo po prostu nie było takiego efektu, bo używałam na raz z wcierką. Chusteczki są fajną opcją jak się jest gdzieś, gdzie nie ma się możliwości zmycia makijażu tradycyjnie i chyba sobie zainwestuje w nie. :)

    OdpowiedzUsuń

Regulamin komentowania:
1. Nie przeklinamy.
2. Nie obrażamy autora bloga i osób komentujących.
3. Komentarze zawierające linki do innych blogów zostaną usunięte.
4. Wszelki spam, żebranie o lajki, obs za obs również zostaną usunięte.

Dziękuję za komentarz :)

INSTAGRAM